poniedziałek, 11 maja 2009

Porwanie zawsze jest możliwe


Porwanie zawsze jest możliwe

romans szczeciński


Taki rodzaj strachu narasta jak nerwowe terkotanie pociągu na torach...

Pamiętaj, bądź uważny, wypatruj znaków i zawsze odwracaj się za siebie
Żeby ze wszystkich stron zapamiętać skrzyżowanie, które mijasz,
Ten nieczytelny znak, który przewrócony, został postawiony tu na nowo,
Potem zardzewiał na deszczu, znów upadł i znowu go postawili,
Nawet ten żółty kosz na śmieci z napisem Szczecin albo Iraklion,
Bądź uważny, śledź tropy, zapamiętuj znaki szczególne,
Mówię ci, bądź uważny! nie zagapiaj się, miej uważność i szacunek.
No bo co by było, co by się stało, gdyby ktoś cię kiedyś porwał?
Między te opuszczone stodoły i zakręcone szosy, z obtłuczonymi objazdami,
Gdzie środkiem czarnej drogi pomyka troje dzieciaków w kaloszach,
W obszarpanych leginsach i bluzach biegną prosto przez czarne błyszczące błoto?
Strzeż się, strzeż! Chociaż nieoczekiwanego i tak nie unikniesz,
Któregoś dnia i tak to się stanie. W najmniej spodziewanym momencie,
Zostaniesz porwany jak byle dzieciak milionera.
Staraj się być uważnym – choć i tak kiedyś cię porwą – nie zagapiaj się,
Ale i tak cię porwą, i zamkną w klatce z powolnego, lepkiego, kleistego czasu.

„Karola nie ma w domu talerzy bo dom talerzy bo dom talerzy jest zamknięty”

Cokolwiek może być znakiem, niewyraźny wrzut sprejem na popękanym tynku,
Czerwony znak jak symbol Saturna pieczętuje zimny wiatr, popołudnie na sinej ulicy,
Stare, duże rozciągnięte miasta – strzeż się ich, strzeż! – ich starych, długich, rozciągniętych ulic;
Zjawią się tutaj astro-naziści, porywacze w ultrafioletowych pomarańczowo-zielonych spodkach kosmicznych,
Wywiozą cię nad odległe strefy przemysłowe, przecinane owalami betonowych rozjazdów i wiaduktów,
Wywiozą cię piraci nad którąś z odnóg jakiejś rzeki, tak poplątanych, że już same nie wiedzą, która jest która,
I tylko ryby się w tym rozeznają, i z tego korzystają, ryby, czaple i kilku nawigatorów,
A trzciny plenią się i szumią aż po zaspany horyzont...
Tam daleko grube, złamane dzioby dźwigów portowych ustawiają się wokół statku,
Jak rybitwy, które zbierają się nad kawałkiem jakiejś zdechłej ryby.
Surowe żelazo, chlupocząca woda i świszczący wiatr,
Tam cię porwą i zamkną w kapsule powolnego kleistego czasu,
Wielonarodowe dzikusy w wyciągniętych bluzach z kapturami, w bojówkach i getrach
W tych swoich żywych kolorach, niebieskim, różowym, fioletowym,
Czarni faceci i rude laski, w skórzanych kurtkach, wyciągniętych leginsach i bawełnianych kolorowych podkoszulkach z długim rękawem.
Na zardzewiałym zegarze sympatycznym czas zwalnia i zwalnia,
A potem łaps! i wskazówka nagle śmiga jak wagonik kolejki górskiej,
I wszystkim głowy latają na boki, jak pacynkom.

„Karola nie ma w domu talerzy bo dom talerzy bo dom talerzy jest zamknięty”

I widzisz, zostałeś porwany. Zaciągnęli cię do swojej kryjówki,
Zbierają się tutaj nad tobą dzikusy, kręcą się niby bez celu,
Tutaj zamknęli cię w klatce z rozpuszczonego czasu;
Będą pykać fajkę i stukać cybuchem w wypukłe szkiełko zegara,
Jego empatyczny mechanizm zwalnia, kiedy twoja świadomość płynie wolniej
Przez strumienie fikcji i prawd, coraz wolniej poprzez czas gęstniejący jak dym,
Aż ci się skleją synapsy w jednego zagmatwanego, kryształowego farfocla,
Podobnego do nieoszlifowanego kawałka zastygłej żywicy poliestrowej.

„Karola nie ma w domu talerzy bo dom talerzy bo dom talerzy jest zamknięty”

Może uda ci się wyrwać, kiedyś wczesnym rankiem, gdy wszyscy jeszcze chrapią rozczochrani, a niebo wciąż jest niewinnie zaróżowione,
przedrzesz się na przełaj przez rowy, po pas w zielsku brnąc dotrzesz do drogi,
aż dobiegniesz do pierwszej stacji benzynowej i prosto z dystrybutora będziesz smoktał cywilizację, dobrobyt i nerwice.
A daleko nad stacją, nad polem, nad lasem ten spalony, jakby uwędzony, błękit, jasny, ale jakby pożółkły – tak daleko, tak głęboko w niebo zapuszczony rzut oka,
W jakąś gęstobłękitną stratosferę na drugim końcu świata, z anielskiej perspektywy.

„Karola nie ma w domu talerzy bo dom talerzy bo dom talerzy jest zamknięty”

Lepiej uważaj, nie zagapiaj się,
Miej uważność i szacunek.
Ale i tak kiedyś cię porwą.

* * *

sierpień 2008

Brak komentarzy: